Śnieżna zima nie uratuje nas przed suszą. Kluczowy będzie jeden moment wiosny
2026-02-20
Eksperci są podzieleni co do tego, czy ilość śniegu, którą mamy w tym sezonie zimowym, jest ponadprzeciętna w porównaniu z poprzednimi latami. Zgadzają się jednak co do tego, że jedna śnieżna zima to za mało, aby odbudować zasoby wód gruntowych. Z punktu widzenia suszy hydrologicznej dużo będzie zależało też od tego, jak przebiegnie okres roztopowy. Znawcy tematu przekonują przy tym jednym głosem, że trzeba podjąć działania, które zatrzymają wodę w krajobrazie. Jeżeli tego nie zrobimy, nie uratuje nas nawet najbardziej śnieżna zima.
Czy w tym roku śniegu jest więcej?
Jak wyglądała zima w całym kraju, dowiemy się wiosną z oficjalnych danych IMGW. Czy jednak poczucie, że w tym roku mamy więcej mrozu i śniegu, jest uzasadnione?
- Choć tegoroczna zima „na oko” odbiega od warunków obserwowanych w ostatnich kilku sezonach, w dłuższej perspektywie prawdopodobnie nie okaże się wyjątkowo śnieżna, ale raczej zbliżona do średniej z ostatnich 30 lat - mówi dr inż. Mikołaj Troczyński z Zespołu Polityki środowiskowej i Zrównoważonego Rozwoju Fundacji WWF Polska.
Zwraca uwagę, że we wschodniej części kraju na polach jest biało, ale im dalej na zachód, tym mniej śniegu. Jak podkreśla, w dużej części Wielkopolski pokrywy śniegowej nie ma wcale.
Ekspert dodaje jednocześnie, że w ubiegłym wieku normą były znacznie grubsze pokrywy śnieżne sięgający kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu centymetrów, utrzymujące się już od grudnia.
Nieco innego zdania jest Jerzy Kozyra z Zakładu Biogospodarki i Agrometeorologii Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa - Państwowego Instytuty Badawczego w Puławach.
- W porównaniu z poprzednimi sezonami zimowymi obecna zima wyróżnia się większą pokrywą śnieżną oraz utrzymującymi się okresami silniejszych mrozów. Szczególnie w północno-wschodniej części Polski oraz na wschodzie kraju grubość pokrywy śnieżnej przekracza 20 cm, co na tle ostatnich lat stanowi sytuację ponadprzeciętną - uważa przedstawiciel IUNiG PIB.
Jedna śnieżna zima nie wystarczy
Nie chodzi jednak tylko o rozstrzygnięcie, czy tegoroczna zima jest wyjątkowa pod względem pogody. Ważniejsze wydaje się pytanie o konsekwencje: czy w tym sezonie mamy śniegu i lodu na tyle dużo, że pomogą one nawodnić grunty? Jest ono o tyle istotne, że musimy walczyć z suszą hydrologiczną.
- Śnieg sprzyja odbudowie zapasu wody w glebie, ale silne mrozy skuwające ziemię mogą utrudniać wsiąkanie. Tegoroczny śnieg być może poprawi sytuację i zmniejszy ryzyko wystąpienia susz rolniczych i zapas wody w glebie będzie na tyle duży, aby pokryć bieżące potrzeby roślin - mówi dr inż. Mikołaj Troczyński.
Jak dodaje, jeden mokry rok czy jedna śnieżna zima to stanowczo za mało, aby odbudować utracone przez wiele lat zasoby wód gruntowych. W jego ocenie możemy mieć w tym roku do czynienia z tak zwaną zieloną suszą. To sytuacja, kiedy zapas wody w glebie wystarcza dla roślin, ale zasoby podziemne nie ulegają odbudowie.
- Susze hydrologiczne i hydrogeologiczne związane ze spadkiem przepływu w rzekach i a nawet wysychaniem studni i źródeł, powstają wskutek wieloletnich niedoborów i ich odwrócenie wymaga również długotrwałego zwiększenia zasilania zasobów gruntowych - wskazuje.
O sytuacji rozstrzygną roztopy
Natomiast Jerzy Kozyra zwraca uwagę, że mroźna i śnieżna zima może w pewnym stopniu ograniczyć ryzyko wystąpienia suszy hydrologicznej wiosną, jednak jej wpływ nie będzie jednoznaczny ani równomierny przestrzennie.
- Pokrywa śnieżna o znaczącej grubości, powyżej 20 cm, zalegająca obecnie we wschodniej i północno-wschodniej części kraju, stwarza potencjał do zwiększenia zasobów wodnych w glebie oraz do zasilenia wód powierzchniowych i podziemnych w okresie roztopów. Efektywność tego procesu będzie jednak w dużej mierze zależała od tempa i przebiegu topnienia śniegu - tłumaczy.
Z kolei zdaniem hydrogeologa dr Sylwestra Kraśnickiego jeszcze trochę zbyt wcześnie, aby wyrokować o tym, w jakim stopniu zima wpłynie na deficyt wodny w Polsce.
- Zasoby wód podziemnych są zasilane głównie poza okresem wegetacyjnym, gdy parowanie terenowe jest najmniejsze w ciągu roku i śnieg zazwyczaj wspomaga takie zasilanie. Zależeć to jednak będzie jeszcze od tego, jak przebiegnie okres roztopowy. Jeżeli po stosunkowo śnieżnej zimie nastąpi gwałtowne ocieplenie na Niżu Polskim, to większa część wody spłynie do rzek i odpłynie do Bałtyku. Jeżeli jednak ocieplenie będzie stopniowe, to znacznie więcej śniegu będzie infiltrować i odbudowywać lokalne zasoby wodne w zlewniach - wyjaśnia.
Jak podaje Centrum Hydrologicznej Osłony Kraju IMGW-PIB, zgodnie ze stanem na 16 lutego (godz. 14:00), biorąc pod uwagę sytuację hydrologiczną, aktualnie nie ma na rzekach przekroczeń stanów alarmowych i ostrzegawczych.
- W dalszym okresie prognostycznym, według długoterminowych prognoz hydrologicznych w ostatnim tygodniu lutego oraz w pierwszej połowie marca może dojść do nasilenia się roztopów, co przełoży się na wezbrania stanu wody w dorzeczu Wisły (w szczególności w zlewni Narwi, Bugu, Drwęcy) i rzek Przymorza, z możliwymi przekroczeniami stanów ostrzegawczych i alarmowych. Znaczący wpływ na przebieg wezbrań będą miały również ustępujące zjawiska lodowe powodujące lokalne zaburzenia przepływu i piętrzenie stanu wody - czytamy w komunikacie.
Trzeba zwiększyć retencję
Zatem, jeżeli jedna czy dwie śnieżne zimy, nie poprawią zauważalnie sytuacji, to co należy zrobić?
Jak wskazuje dr inż. Mikołaj Troczyński, w większym czy mniejszym stopniu susza w Polsce panuje praktycznie od 15 lat, występuje co roku. Jest to związane z postępującą zmianą klimatu, zmianą modelu opadów, ale też ze zwiększonym dostępem wiatru do gleb uprawnych po ogołoceniu pól z zadrzewień śródpolnych i likwidacji miedz. Dlatego, w jego ocenie, niezbędne jest trwałe zwiększenie retencji, czyli zatrzymywanie wody z opadów.
- Wbrew obiegowym opiniom, zbiorniki retencyjne nie są tu dobrym rozwiązaniem. Aby poprawić sytuację, należałoby podjąć działania adaptacyjne, obejmujące duże obszary, szczególnie na terenach rolniczych. Często są to proste zabiegi, nie wymagające wielkich inwestycji i budowli, ale np. zmiany dotychczasowych praktyk, zaprzestanie szkodliwych i kosztownych prac jak np. pogłębiania niektórych rowów i rzek czy likwidacja wielu niepotrzebnych urządzeń osuszających - mówi.
Jak wylicza, pierwszym i najważniejszym celem jest zwiększone zatrzymywanie wody w gruncie, zaczynając od miejsca, w którym spadnie (czyli na polach i w lasach, a nie w zbiornikach zaporowych). Równie ważne według eksperta są zapobieganie parowaniu oraz spowolnienie odpływu wody.
- Można to uzyskać m.in. przez zrównoważone praktyki rolnicze, odbudowę urozmaiconego krajobrazu i różnorodności biologicznej, zmianę sposobu wykorzystania melioracji rolniczych, w tym likwidację tych już niepotrzebnych, oraz odtwarzanie mokradeł i naturalnego przebiegu rzek - wyjaśnia.
Również Jerzy Kozyra podkreśla znaczenie retencji.
- Jedna śnieżna zima nie zrekompensuje deficytów wody, które powstały, szczególnie w ubiegłym roku. Niezbędne jest wdrażanie szerokiego zakresu działań ukierunkowanych na zwiększanie retencji, zwłaszcza poprzez zatrzymywanie wód pochodzących z coraz częstszych, gwałtownych opadów atmosferycznych. W praktyce oznacza to magazynowanie wody w glebie i na polach, piętrzenie jej w rowach melioracyjnych, wykorzystywanie wody zbieranej z dachów budynków oraz racjonalne gospodarowanie zasobami wodnymi.
Katarzyna Bilewska, szefowa zespołu komunikacji w Greenpeace Polska zwraca z kolei uwagę, że wciąż brakuje systemowo realizowanej strategii na rzecz zatrzymania wody w ekosystemach.
- Dla poprawy sytuacji konieczne jest pilne odejście od betonowania rzek, ograniczenie wycinek tych lasów, które spełniają funkcje wodochronne i objęcie ochroną obszarów, które pełnią takie funkcje. W czasach postępującego kryzysu klimatycznego skupienie uwagi na utrzymaniu jak największej ilości wody w ekosystemie powinno być priorytetem dla instytucji rządowych oraz samorządów - przekonuje.
A w ocenie dr Sylwestra Kraśnickiego, aby minimalizować skutki dalszego pogłębiania się deficytu wodnego oraz narastającej suszy, należy dążyć do zatrzymywania wody w lokalnych zlewniach.
- Zadanie to najlepiej jest realizować na obszarach rolnych i leśnych poprzez rozbudowę zastawek oraz piętrzeń w górnych partiach cieków oraz rowów melioracyjnych. Należy zasypać nieużytkowane rowy melioracyjne na terenach, na których odwadniają one w nadmiernym stopniu, a w zlewni powyżej jest niedobór wody. Należy zaniechać niszczenia tam bobrowych na obszarach, na których ich tamy oraz rozlewiska nie kolidują z elementami infrastruktury m.in. Drogowej - wymienia dr Sylwester Kraśnicki.
Poza tym ekspert widzi znacznie więcej rozwiązań, a wśród nich: rozebranie części wałów przeciwpowodziowych poza terenami zabudowanymi lub odsunięcie ich od koryta rzeki, aby miała ona miejsce na rozlewanie się w okresach wezbrań, ograniczenie do minimum budowy nowych ujęć wód podziemnych (studni wierconych), z których woda jest użytkowana, jest do nawadniania upraw.
- Takie działanie jest szczególnie groźne na obszarach rolniczych Wielkopolski, Kujaw i Mazowsza - zaznacza hydrogeolog.
Potrzebę zmian w sposobie gospodarowania wodą widzi też Marta Majka Wiśniewska z Polskiej Zielonej Sieci i Fundacji Greenmind.
- Od lat drenowaliśmy kraj: prostowaliśmy rzeki, osuszaliśmy mokradła, prowadziliśmy gospodarkę wodną nastawioną na szybkie odprowadzanie wody do morza. W rezultacie, nawet gdy śnieg i deszcz się pojawiają, woda i tak ucieka z krajobrazu, zamiast być w nim zatrzymywana - wylicza.
W jej ocenie konieczne są pilne działania systemowe, czyli zwiększenie retencji naturalnej, renaturyzacja rzek i mokradeł, ustanowienie priorytetu dla wodochronnej funkcji lasów oraz wyłączanie z eksploatacji źle działających systemów melioracyjnych.
- Bez tego każda kolejna sucha wiosna będzie szybko niwelować pozytywny efekt nawet najbardziej śnieżnej zimy - podsumowuje ekspertka.
Autor: Dorota Mariańska