Nawłociami jesień się zaczyna, a ginie bioróżnorodność

2026-09-04

thumbnail
Rośliny rzadko wydają się zagrożeniem dla przyrody. A tymczasem wcale nie brakuje takich gatunków – są to tak zwane gatunki inwazyjne, zwykle obce. Niektóre z nich podlegają przepisom o zwalczaniu, a ich uprawa jest karana, inne na razie rozwijają się spokojnie i opanowują nowe tereny.

Rośliny mogą być zagrożeniem dla bioróżnorodności

W polskich ogrodach, na polach i łąkach rośnie mnóstwo roślin, które zostały skądś sprowadzone – począwszy od większości roślin uprawnych (które są z nami od kilku tysięcy lat), po rośliny ozdobne. Bardzo wiele z nich jest dobrze zadomowiona w polskim krajobrazie, jak maki polne czy chabry bławatki, które przywędrowały wraz ze zbożami jako ich chwasty. 

Ale są także rośliny inwazyjne, które nie poprzestają na spokojnym rozwoju i koegzystencji z innymi, ale szybko kolonizują cały dostępny teren, wywołując przy tym zagrożenie dla lokalnej bioróżnorodności. Mogą być także zagrożeniem dla gospodarki człowieka.

Takie rośliny zwykle wytwarzają olbrzymie ilości trwałych i wytrzymałych nasion, dzięki którym łatwo się roznoszą – zarówno z wykorzystaniem „naturalnych” sposobów, jak rozsiewanie przez wiatr, zwierzęta, czy cieki wodne, którymi spływają, ale są także roznoszone przez człowieka i transport – samochody, czy pociągi.
Dodatkowo często tworzą silny system korzeniowy z kłączami, za pomocą których rozrastają się i opanowują cały dostępny teren. Tam, gdzie się pojawiają, inne rośliny przestają mieć szansę, by rosnąć.
Ocenia się, że gatunki inwazyjne obce (zarówno rośliny, jak i zwierzęta) to jedna z pięciu głównych przyczyn spadku bioróżnorodności (inne to: utrata siedlisk, nadmierna eksploatacja, zmiany klimatu, zanieczyszczenie środowiska).

Za uprawę tych roślin grożą gigantyczne kary

Niektóre inwazyjne gatunki obce, nazywane w skrócie IGO, trafiły do rozporządzenia Rady Ministrów – to rośliny (i zwierzęta), które stwarzają zagrożenie dla Unii Europejskiej oraz Polski, podzielone na takie, które podlegają szybkiej eliminacji oraz są rozprzestrzenione na szeroką skalę.  

Ważne jest to, że zakazana jest ich uprawa, rozmnażanie, sprzedaż i wymiana, wykorzystanie, a także uwalnianie do środowiska. Za złamanie tych zakazów grożą naprawdę gigantyczne kary – do miliona złotych (tak!), a nawet kara więzienia. 

Zakazane inwazyjne gatunki obce

Określenie inwazyjne gatunki obce brzmi groźnie, ale wśród nich są rośliny, które wyglądają całkiem atrakcyjnie i może nas kusić, żeby je posiać lub posadzić w ogrodzie.

Do takich atrakcyjnych IGO należy choćby niecierpek himalajski (gruczołowaty), który naprawdę ładnie kwitnie. Kiedyś był uprawiany jako roślina ozdobna, ale „uciekł” z ogrodów i kolonizuje brzegi rzek i strumieni, wypierając stamtąd inne rośliny.
Bardzo atrakcyjnie prezentuje się też np. trojeść amerykańska, która pięknie kwitnie, a w dodatku jest miododajna. Choć jest to jej zaleta, roślina nie jest korzystna dla ekosystemu. 
Inne na pozór atrakcyjne, ale zakazane rośliny to m.in.

Na liście zakazanych roślin są także rośliny budzące prawdziwy i całkiem uzasadniony postrach. Choć i one zostały wprowadzone jako rośliny uprawne. To barszcze, zwane kaukaskimi. Bardziej znany jest barszcz Sosnowskiego, ale ma równie nieprzyjemnego kuzyna, jakim jest barszcz Mantegazziego. Obydwa powodują m.in. silne poparzenia, a żeby paść ich ofiarą, nawet nie trzeba do nich podchodzić. W słoneczne dni parzą na odległość.
To tylko kilka przykładów – pełną listę zakazanych IGO znajdziesz w Rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 9 grudnia 2022 r. (Dz. U. 2022 poz. 2649).

Niezakazane, ale inwazyjne

Rządowa lista zakazanych gatunków inwazyjnych jest stosunkowo krótka, jednak w bazie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska znajdziemy ich znacznie więcej. Wprawdzie za ich uprawę nie grożą żadne sankcje, ale te rośliny potrafią być nie mniej uciążliwe niż zakazane IGO. Dlatego bardzo poważnie trzeba zastanowić się nad ich sadzeniem – do choć nie jest zabronione, to jest odradzane.

Wśród takich roślin, które nadmiernie rozprzestrzeniają się i mogą powodować zagrożenie dla przyrody, jest kilka zaskakujących gatunków. A zaskakujących dlatego, że niektóre występują w polskim krajobrazie od dawna i często uważamy je za swojskie. Tymczasem – tu znów wchodzą w grę zmieniające się warunki – są coraz bardziej uciążliwe i zagrażające bioróżnorodności. Oto kilka przykładów roślin, które już trafiły do środowiska naturalnego:

Zaskakująca „kariera” inwazyjnych roślin

Niektóre z tych roślin doskonale znamy z tradycyjnych wiejskich ogródków (jak rudbekia naga czy łubin), inne często pojawiają się spontanicznie, jak winobluszcz, a niektóre stały się wręcz synonimem miododajnych roślin – jak tzw. akacja, czyli robinia akacjowa.

Jest też roślina, która zrobiła prawdziwą karierę – to nawłoć kanadyjska i późna. Kto nie słyszał o tym, że „mimozami jesień się zaczyna”? To właśnie dawna potoczna nazwa nawłoci. Obecnie ta roślina bez litości opanowuje całe łąki, wypierając z nich wszystko inne. A w sieci pojawiają się apele, by nie zbierać jej kwiatów na bukiety, bo nawet tak niewinna czynność sprzyja jej rozprzestrzenianiu się (nie należy jej mylić z rodzimą nawłocią pospolitą). Z ciekawostek można jeszcze dodać, że to inwazyjny dąb czerwony, a nie rodzimy gatunek dębu trafił na polskie monety groszowe.
Choć niektóre rośliny są mocno zakorzenione w naszej symbolice, kulturze i życiu codziennym, ich relacje z rodzimym środowiskiem mogą się zmieniać. Dlatego warto uważać na to, jakimi roślinami otaczamy się, bo może okazać się, że kolejna roślina stanie się zagrożeniem dla środowiska. Jako gatunek potencjalnie inwazyjny wskazuje się, np. modną budleję Dawida. 
 

Autor: Katarzyna Laszczak