Foki wracają, a ryb ubywa. Bałtyk znów na ostrzu noża

2025-08-28

thumbnail

Populacja fok odradza się, ale ciągle liczebność tego gatunku jest znacząco niższa niż przed II wojną światową. Aktywiści ekologiczni apelują nawet o stworzenie rezerwatu dla fok. Rybacy wskazują jednak, że w sytuacji obowiązywania znaczących ograniczeń połowów ryb w wodach Bałtyku, należałoby zastanowić się również nad statusem fok. - Na Bałtyku wszyscy są chronieni, tylko nie rybacy. Fok jest coraz więcej, a ryb mniej. Dlaczego państwo chroni foki, nie ludzi? - pyta rybak z Jastarni.

Bałtyk jest morzem wyjątkowym. To akwen zamknięty i dość ciepły, wymiana wód przez duńskie cieśniny następuje w nim bardzo wolno. Jest przez to podatny na zagrożenia, takie jak zanieczyszczenia biogenami. Już teraz martwe strefy obejmują ponad 17 proc. Bałtyku. To obszar bez tlenu i jakiegokolwiek życia. Pogarszająca się sytuacja ekologiczna morza, ale też nadmierne połowy ryb, niezgodne z rekomendacjami naukowców, spowodowały, że ławice - głównie dorszy - zostały osłabione. Doszło do tego, że Komisja Europejska wprowadziła całkowity zakaz ukierunkowanego połowu ryb z tego gatunku. Znaczące ograniczenia w połowach dotyczą też innych gatunków.

- Tak naprawdę ucierpiały wszystkie bałtyckie gatunki. Limity połowowe wprowadzono za późno, gdy ryb w Bałtyku było już bardzo mało. Dziś sytuacja jest taka, że rybacy, którzy przez lata prowadzili swoje działalności, a w wielu przypadkach odziedziczyli je po swoich przodkach - ojcach i dziadkach, nie mają czego łowić i zamykają swoje działalności - mówi Artur Jończyk, przewodniczący Stowarzyszenia Polskich Rybaków Przybrzeżnych.

Fok jest coraz więcej, a ryb mniej, dlaczego państwo chroni foki - pytają rybacy

W kontekście ochrony Bałtyku i coraz trudniejszej działalności rybaków pojawiają się pytania o ssaki morskie, w tym foki. Gatunek jest chroniony, ale - według niektórych rybaków - może nie powinien być, jeśli tak drastycznie brakuje ryb.

- Mam wrażenie, że na Bałtyku wszyscy są chronieni, tylko nie rybacy. Fok jest coraz więcej, a ryb mniej, dlaczego państwo chroni foki, nie ludzi - pyta rybak z Jastarni, prosi o anonimowość.

Kilka lat temu pojawiły się podejrzenia, że za znalezione w morzu martwe foki odpowiadają rybacy. W tym kierunku prowadzone było nawet prokuratorskie śledztwo, które nie potwierdziło podejrzeń.

Aktywiści ekologiczni na problem patrzą zupełnie inaczej. „Niektórzy winią foki za to, że populacja dziko żyjących ryb w Bałtyku się zmniejsza. Tymczasem zmniejsza się nie wskutek istnienia fok, ale działalności człowieka, w tym przełowienie ryb. Dziś problemem są też m.in. powiększające się strefy beztlenowe w Bałtyku i takie, w których brakuje substancji pokarmowych - m.in. dlatego jest mniej ryb. A foki powinny być bezwzględnie pod ścisłą ochroną” - czytamy w raporcie WWF Polska.

Populacja fok w wodach Bałtyku odbudowuje się, ale liczebność nadal jest trzy razy mniejsza niż przed wojną

W polskich wodach Morza Bałtyckiego występują trzy gatunki: foka szara, pospolita i obrączkowana. Najliczniej występuje ta pierwsza - szacuje się, że w Bałtyku żyje ok. 30 tys. sztuk. Przed II wojną światową było ich trzy razy więcej. Na przestrzeni lat foki były intensywnie tępione. W 1902 r. Międzynarodowa Rada Badań Morza uznała je za główne szkodniki rybołówstwa i zezwoliła na intensywne polowania.

- Rybacy byli wtedy nastawieni przede wszystkim na połowy dorsza, podczas gdy foka szara żywi się właściwie wyłącznie śledziami i szprotami. Oczywiście konflikty z rybakami się zdarzały, bo foka to zwierzę bardzo mądre, o inteligencji psa, i kiedy widzi rybę uwięzioną w sieci, chętnie po nią sięga. Wystarczyło odstraszać je małym kosztem od łowisk, zamiast masowo odstrzeliwać - mówił niedawno prof. Jan Węsławski, ekolog morza, dyrektor Instytutu Oceanologii PAN.

Na spadek liczebności gatunku fok wpłynęły też zanieczyszczenia środowiska i zmniejszenie ilości pokarmu. W latach 60. i 70. XX wieku Bałtyk doświadczył największego w historii kryzysu środowiskowego, spowodowanego niekontrolowanym zrzucaniem do wód morskich różnego rodzaju zanieczyszczeń. Ostatecznie populacja foki szarej z początkowych około 100 tys. zmniejszyła się do 3-4 tys. osobników. Dopiero w latach 80. XX w. zapoczątkowano szeroko zakrojone działania ochronne i populacja zaczęła się stopniowo odradzać.

Ograniczenie liczby fok w Bałtyku poprzez ich odstrzał w Polsce nie jest potrzebne

15 lipca 2025 r. podczas spotkania Rady UE odpowiedzialni za rybołówstwo  ministrowie z Dani, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Niemiec Polski i Szwecji  poruszyli temat liczebności foki szarej. Stwierdzili, że w całej Europie zwiększyła się ona czterokrotnie w ciągu 25 lat.

- Wpływ fok na zasoby ryb, ale też kormoranów, jest bardzo duży i w wielu miejscach wzrasta, szczególnie w regionie Morza Bałtyckiego. Wielostronne i zróżnicowane oddziaływanie tych drapieżników, żerujących na zasobach ryb, od lat stanowi konkurencję dla rybaków. Prowadzi to również do konfliktów między lokalnymi społecznościami rybaków, którzy nie są w stanie poradzić sobie z tym problemem - mówił wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak.

Instytucje unijne mają nawet przygotować ramy do opracowania europejskiego planu zarządzania populacją morskich drapieżników. Na razie nie wiadomo, czy przepisy mogą też dotyczyć fok.

Zgodnie z przepisami krajowymi występujące u nas foki objęte są ochroną gatunkową, zabronione jest m.in. ich umyślne zabijanie, płoszenie czy niszczenie ich siedlisk i ostoi.

Polska nie ma „własnej” populacji fok, która na stałe rezyduje na naszym wybrzeżu. Te zwierzęta przypływają do nas z Estonii, Finlandii i Szwecji, szczególnie do ujścia Wisły, gdzie znajdują się piaszczyste mielizny, na których chętnie odpoczywają i polują.

Co jakiś czas pojawiają się głosy, że rząd powinien zgodzić się na odstrzał fok. Tak jak to się dzieje m.in. w Szwecji, Finlandii i Estonii. Tyle tylko, że w tamtych krajach występuje dużo więcej fok, odstrzałem zajmują się wyspecjalizowane firmy i robią to zgodnie z corocznymi limitami.

Naukowcy powtarzają, że strzelanie do fok w Polsce nie ma sensu.

- Ograniczenie liczby fok w Bałtyku poprzez ich zabijanie w Polsce nie jest potrzebne. Populacja foki szarej, kiedy osiągnie stabilny poziom, sama przestanie przyrastać - wyjaśniał nam Bartłomiej Arciszewski, zastępca kierownika Stacji Morskiej im. prof. K. Skóry Instytutu Oceanografii UG.

Naukowcy wskazują też, że odstrzał może być skuteczny jedynie w przypadku rezydujących na stałe zwierząt. Według nich, jedynymi skutecznymi metodami są  urządzenia akustyczne odstraszające foki, mechaniczne bariery w sieciach, a także system rekompensat dla rybaków i lepsze prawo. Szacuje się, że straty rybaków wyrządzone przez foki w ujściu Wisły to 300-400 tys. zł rocznie. Za wszelkie straty wyrządzane przez gatunki chronione odpowiada państwo, które powinno wypłacać odszkodowania pokrzywdzonym. Niestety tutaj pojawia się problem natury prawnej - jak tłumaczył prof. Jan Węsławski - polityka rybacka UE mówi, że ryba należy do rybaka, dopiero gdy wyciągnie ją z sieci i załaduje na łódź. Wobec tego ryba w sieci, zjedzona przez fokę, odszkodowaniu nie podlega.

Aktywiści ekologiczni apelują o stworzenie rezerwatów dla fok

Z drugiej strony aktywiści ekologiczni apelują o stworzenie rezerwatów dla fok z zakazem wstępu dla ludzi. Ale to skutkowałoby jeszcze większymi ograniczeniami w działalności rybaków na Bałtyku. Naukowcy krytykują ten pomysł. Po pierwsze dlatego, że stada fok nie przebywają na stałe na polskim wybrzeżu, a jedynie tu przypływają. Po drugie - spowodowałoby to falę sprzeciwu rybaków i być może ewentualne nielegalne tępienie tego gatunku.

Autor: Agnieszka Kamińska