Elektromobilność nabiera tempa. Elektryki coraz popularniejsze
2026-06-29
– Samochody elektryczne powinny być bardziej użyteczne. Ludzie powinni kupować je ze względu na cechy ekonomiczne, użyteczne, a nie ze względu na przepisy czy idee Komisji Europejskiej, Unii Europejskiej czy jakiegoś kraju – mówi nam Tomasz Drzał z Adaptive
Motors Poland. Jego zdaniem o przyszłości elektromobilności zdecyduje rynek, a nie administracyjne nakazy.
Elektromobilność w Polsce rozwija się dzięki użyteczności, nie regulacjom
Czy elektromobilność stanie się dominującym kierunkiem rozwoju transportu? Zdaniem Tomasza Drzała z Adaptive Motors Poland, odpowiedź na to pytanie nie powinna wynikać z politycznych decyzji czy regulacji, ale z przewag technologicznych samych pojazdów elektrycznych.
– Jeżeli trzydzieści lat temu rozwijała się w Polsce i w Europie telefonia komórkowa i ona była naturalną konkurencją telefonii kablowej, to wygrała dlatego, że po prostu była lepsza i bardziej użyteczna. Nawet nie powiem, że tańsza, bo ona na koniec nie jest specjalnie jakoś tańsza, ale technologia bezprzewodowa spowodowała, że to wszystko się rozruszało w ciągu kilku, kilkunastu lat do poziomu rynku, którego telefonia kablowa nigdy nie miała – mówi.
Jak podkreśla, nikt nie musiał nakazywać korzystania z telefonów komórkowych. O ich sukcesie zdecydowali użytkownicy. – Po prostu ludzie swoimi nogami i portfelami zadecydowali, że będą kupować telefony komórkowe wraz z rozwojem też tej sieci, która musi iść niejako w pewnym sensie jako koło zamachowe, jako sprzężenie zwrotne – tłumaczy.
Według niego podobny mechanizm działa dziś w przypadku elektromobilności. Rozwój samochodów elektrycznych jest bezpośrednio związany z rozbudową infrastruktury ładowania. – Samochody elektryczne też się rozwijają mniej więcej wprost proporcjonalnie do rozwoju sieci, gdzie możemy te samochody ładować – mówi. Jednocześnie zwraca uwagę, że dostęp do energii elektrycznej jest powszechniejszy niż dostęp do stacji paliw.
– Jakby tak chwilę się zastanowić na logikę, są dużo bardziej dostępne niż stacje paliw, bo od biedy każdy może sobie ten swój samochód przecież załadować nawet we własnym domu – zauważa i zaznacza, że problemem pozostaje jednak czas potrzebny na uzupełnienie energii.
– Musimy trochę wtedy zacząć inaczej myśleć. Nie powiem strategicznie, nie powiem, że musimy się dostosować do nowego modelu i do nowego napędu, ale wziąć go troszeczkę pod uwagę. To znaczy, że ładujemy się wtedy, kiedy tego samochodu nie potrzebujemy – dodaje.
Samochody elektryczne kontra spalinowe
Drzał podkreśla, że nowoczesne auta elektryczne oferują coraz większe zasięgi, ale kluczowe znaczenie ma sposób ich użytkowania.
– Zasięg tych samochodów, jeżeli się mówi o jednym ładowaniu, może mieć i kilkaset kilometrów, nawet 700. Tylko szkopuł jest jeden, mówimy o tym zasięgu wówczas, gdy ten samochód jest faktycznie naładowany – mówi.
Jak wskazuje, w przypadku samochodu spalinowego kierowca może szybko uzupełnić paliwo niemal w dowolnym momencie podróży.
– Jeżeli mamy samochody spalinowe, to mnie nie interesuje, czy ja wyjeżdżając z domu mam 10 procent paliwa w baku, czy mam 100 procent, bo ja sobie to uzupełnię w ciągu 3 minut, kupując jeszcze sobie przy okazji kawę czy hot doga – tłumaczy.
Jednocześnie zwraca uwagę na przewagi samochodów elektrycznych związane z komfortem użytkowania i postępującą cyfryzacją. – Są cichsze, bardziej komfortowe. Mają dużo więcej też w sobie elektroniki, w takim dobrym tego słowa znaczeniu. Są coraz bardziej hubami informacji, są zsynchronizowane z wieloma rzeczami, które używamy na co dzień, a nie tylko i wyłącznie są środkiem transportu – mówi.
Jego zdaniem współczesny świat zmierza w kierunku coraz większej integracji różnych urządzeń i systemów. – Wszystko w świecie dąży do pewnej integracji i do pewnego zarządzania, nazwę to szeroko życiem. Trochę węziej można to nazwać pewnymi danymi, informacjami właśnie do zarządzania z perspektywy wszystkich urządzeń, które mamy dookoła, które powinny ze sobą, jak to się mówi kolokwialnie, gadać, rozmawiać – dodaje.
Rynek pojazdów elektrycznych napędzają firmy i floty
Zdaniem przedstawiciela Adaptive Motors Poland szczególnie duży potencjał dla elektromobilności znajduje się w sektorze profesjonalnym. – Samochody elektryczne po prostu powinny być bardziej użyteczne. I oczywiście co ma największe znaczenie dla tych podmiotów, które te samochody elektryczne zużywają, że tak powiem, w pracy, czyli tam, gdzie te samochody na siebie zarabiają – podkreśla i dodaje, że chodzi przede wszystkim o firmy kurierskie, dostawcze oraz służby miejskie.
– Tutaj ma niebagatelne znaczenie to, że te pojazdy są po prostu mniej awaryjne, dużo prostsze i tańsze w eksploatacji – mówi i przypomina, że kierowcy od lat kierują się praktycznymi argumentami przy wyborze samochodów.
– Jeszcze 20 lat temu na przykład, no to ja pamiętam, że ogólnie bardzo dużą popularnością cieszyły się Toyoty właśnie przez to, że były niezawodne, a nie dlatego, że były najładniejszymi czy najlepszymi samochodami dostępnymi. Toyoty, Volkswageny to był zawsze taki synonim niezawodności – wskazuje i przyznaje, że podobnie może być z elektrykami.
– Są to pojazdy, które mają dużo prostsze rozwiązania i dużo mniej elementów, które mogą się zepsuć, zużyć, więc to też ma bardzo duże znaczenie – mówi.
Podkreśla przy tym, że decyzje zakupowe powinny wynikać z ekonomii i funkcjonalności. – Mówimy o czymś, co powinien zweryfikować rynek i co ludzie powinni kupować ze względu na cechy ekonomiczne, użyteczne, a nie ze względu na przepisy czy idee Komisji Europejskiej, Unii Europejskiej czy jakiegoś kraju – dodaje.
Liczba samochodów elektrycznych w Polsce stale rośnie, podobnie jak infrastruktura ładowania.
– Te samochody są coraz tańsze, bo kiedyś elektryk był znacząco droższy od pojazdu spalinowego. No teraz one są już tanie. To też wynika z ich konstrukcji, że to są jednak dość proste pojazdy – mówi. – Smochody spalinowe nadal będą miały swoje miejsce na rynku – zastrzega.
– Jeżeli ktoś ma tak całkowicie nieobliczalny tryb życia, tryb korzystania z pojazdu, no to tutaj nie da się przecenić zalety pojazdu spalinowego i faktycznie tej dostępności, krótkiego czasu tankowania – ocenia.
Samochody elektryczne w Polsce wciąż na początku drogi
Jak tłumaczy nam z kolei Wojciech Szymański, prezes Fundacji Instytut na Rzecz Ekorozwoju i ekspert Koalicji Klimatycznej, udział samochodów elektrycznych w krajowej flocie pozostaje niewielki. – W Polsce tempo jest słabe, bo mamy jednak 2-3 procent, dobijemy może niedługo do 5 procent ilości samochodów, tych elektrycznych w naszej tutaj flocie pojazdów, wszystkich, które po kraju jeżdżą – mówi.
Dla porównania wskazuje na kraje, które znacznie szybciej przeszły przez proces elektryfikacji transportu. – Mamy kraje takie, co prawda kraje mniejsze jak na przykład Norwegia, która już dobija powyżej 90 procent samochodów elektrycznych i w zasadzie tam każdy samochód, który się kupuje, to jest elektryczny już dzisiaj – podkreśla.
Mimo funkcjonujących programów wsparcia i zachęt zakupowych, elektromobilność w Polsce nie rozwija się tak szybko, jak zakładano jeszcze kilka lat temu. Według Szymańskiego przyczyn należy szukać przede wszystkim w uwarunkowaniach ekonomicznych.
– W Polsce te samochody jeszcze się nie przyjmują, ale myślę, że wynika to z czysto ekonomicznych powodów. Przeciętny samochód był zawsze tańszy niż w innych krajach Unii Europejskiej i też tańsza była benzyna niż w innych krajach Unii Europejskiej – tłumaczy.
Jego zdaniem znaczenie ma również specyfika polskiego rynku motoryzacyjnego, na którym bardzo dużą rolę odgrywają samochody używane.
– W Polsce jest duża konkurencja samochodów używanych, ludzie jednak nie kupują ciągle samochodów nowych tak powszechnie jak w krajach Europy Zachodniej, co prawdopodobnie u nas wynika z czysto ekonomicznych powodów i trwa trochę dłużej – mówi.
Ekspert przyznaje, że na postrzeganie elektromobilności wpływa także negatywny przekaz pojawiający się w debacie publicznej. – To, że ludzie zaczęli narzekać, wynika po części z tego, że gdzieś tam pojawiły się głosy mówiące o o tym, że zaczną nas zmuszać do
tego. No i to oczywiście w sposób uzasadniony wzbudza pewne obawy ludzi, że nie będzie ich na to stać, jak ktoś ich na to zmusi – wskazuje.
Jednocześnie uważa, że zmiana będzie następowała stopniowo i bez konieczności stosowania przymusu administracyjnego. – Myślę, że mimo wszystko z własnej woli przesiądziemy się do tych samochodów, tylko nastąpi to trochę później niż być może ktoś by zakładał – dodaje.
Chińskie samochody elektryczne zmieniają rynek motoryzacyjny
W ocenie Szymańskiego coraz większą rolę na światowym rynku odgrywają producenci z Chin, których pojazdy są coraz częściej widoczne także na polskich drogach.
– Chińczycy są dzisiaj takim pierwszym rynkiem samochodowym. Jeżeli porównamy Stany Zjednoczone, Europę i Chiny, to w Chinach w tej chwili produkuje i kupuje się najwięcej samochodów elektrycznych. Więcej niż w Europie, więcej niż w Stanach Zjednoczonych – mówi.
Jak podkreśla, sukces chińskich producentów nie jest przypadkiem. Wynika z wieloletnich inwestycji w łańcuchy dostaw i produkcję kluczowych komponentów.
– Zawładnęli tak naprawdę w dużej mierze kwestią produkcji podzespołów różnego typu do samochodów elektrycznych i to im pomogło właśnie w szybkim zbiciu ceny tych samochodów elektrycznych – tłumaczy.
Według eksperta, Europa i Stany Zjednoczone zbyt późno dostrzegły skalę nadchodzących zmian.– Europa czy Stany Zjednoczone przespały ten moment, nie zadbały o to odpowiednio i teraz są trochę spóźnione – ocenia. Jego zdaniem właśnie dlatego europejski przemysł motoryzacyjny znalazł się obecnie pod silną presją konkurencyjną. Rosnąca obecność chińskich marek może jednak przyspieszyć popularyzację elektromobilności również w Polsce, zwłaszcza jeśli będzie przekładać się na dalszy spadek cen pojazdów.
Przyszłość elektromobilności i samochodów elektrycznych do 2035 roku
Zdaniem Szymańskiego, podobnie jak Drzała, kluczowym wyzwaniem pozostaje dziś ograniczony zasięg samochodów elektrycznych, który wciąż wpływa na decyzje zakupowe wielu kierowców.
– Przede wszystkim doskwiera wszystkim ten brak zasięgu, większość tych samochodów jednak ma zasięg 1/3 taki jak samochód spalinowy. Tylko takie najlepsze samochody gdzieś zbliżają się do tego zasięgu i to jest na pewno rzecz, która trochę przeszkadza – mówi.
Jednocześnie zwraca uwagę, że większość codziennych podróży wykonywanych przez Polaków nie wymaga pokonywania dużych odległości. – Nie powinno to przeszkadzać przy większości podróży, które wykonują ludzie nawet w Polsce, to są zwykle podróże dzienne rzędu trzydziestu kilometrów – podkreśla.
Problem pojawia się przy okazji dalszych wyjazdów, które dla wielu kierowców stanowią ważny argument przy wyborze samochodu. – Czasami chcemy pojechać w dłuższą podróż i to ludzi blokuje przed podjęciem tej decyzji. Jak zaznacza, samochód w polskich realiach nadal musi być możliwie uniwersalny.
– Samochody w Polsce zwykle są takim dobrem, które chcemy uniwersalnie korzystać. Raczej nie dążymy do tego, a przynajmniej niewielu ludzi nie stać na to, żeby posiadać kilka samochodów w rodzinie: jeden elektryczny, jeden spalinowy, jeden do wyjazdów turystycznych, drugi do jazdy po mieście – mówi.
Patrząc na perspektywę kolejnej dekady, ekspert spodziewa się jednak dalszego wzrostu popularności elektromobilności. – Myślę, że to jest kwestia jeszcze kilku lat, kiedy rzeczywiście samochody elektryczne po prostu zaczną być tańsze niż samochody spalinowe – ocenia.
Jego zdaniem wraz ze spadkiem cen i poprawą parametrów technicznych proces upowszechniania się nowych napędów będzie przebiegał coraz szybciej.
– Jest szansa, że to po prostu będzie taka w miarę naturalna, coraz szybciej i coraz powszechniej rozpowszechniająca się technologia, tak jak telefony komórkowe czy telewizory LCD, czy żarówki LED. Myślę, że to dosyć naturalnie będzie następowało – mówi i zaznacza, że nie przewiduje gwałtownego zniknięcia samochodów spalinowych z dróg.
– Pewnie nadal jeszcze przez jakiś dłuższy czas będziemy mieli część samochodów elektrycznych, część samochodów spalinowych. Taka mieszanka będzie – podsumowuje.
Polska elektromobilność przekracza kolejne granice
Według danych z końca maja 2026 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 150 751 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). W ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku ich liczba zwiększyła się o 15 386 sztuk, co oznacza wzrost o 32 proc. względem analogicznego okresu 2025 r. – wynika z Licznika Elektromobilności PZPM i PSNM.
Pod koniec maja 2026 r. po polskich drogach jeździło łącznie 281 878 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. W tej liczbie znalazło się 138 255 BEV oraz 143 623 hybryd plug-in (PHEV). Jednocześnie flota pojazdów użytkowych z napędem elektrycznym osiągnęła 13 438 sztuk, a liczba elektrycznych motorowerów i motocykli wzrosła do 30 468 sztuk. Istotnie zwiększa się także park autobusów zeroemisyjnych, który pod koniec maja liczył 2 379 pojazdów, w tym 2 210 elektrycznych i 169 wodorowych. Dynamicznie rośnie również segment klasycznych hybryd – ich liczba sięgnęła już 1 419 544 sztuk.
– Maj 2026 roku można uznać za historyczny – została bowiem przekroczona granica 150 tys. samochodów bateryjnych różnych kategorii w parku w Polsce. Warto podkreślić, że ich liczba wzrosła r/r aż o 60 proc. Samych bateryjnych samochodów osobowych jest niespełna 140 tys. szt., zaś hybryd plug-in ponad 140 tys. – komentuje Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
– Bardzo dynamicznie rośnie park elektrycznych autobusów, o czym świadczy ponad 400 proc. wzrost liczby rejestracji w pierwszych pięciu miesiącach roku – dodaje.
Równolegle rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec maja 2026 r. w Polsce funkcjonowało 12 897 ogólnodostępnych punktów ładowania. 49 proc. z nich stanowiły szybkie ładowarki DC, a 51 proc. wolne punkty AC o mocy do 22 kW.
– Szybkie punkty ładowania stanowią już prawie 50 proc. całej sieci i ich udział będzie się nadal zwiększał – tłumaczy Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności.
– Wątpliwości budzi możliwość realizacji części projektów w terminach, zwłaszcza przy potencjalnie długim czasie realizacji przyłączy. Istnieje ryzyko, że część budżetu programów wsparcia nie zostanie w pełni wykorzystana – dodaje.
Autor: Maciej Badowski